Niezależni w Służbie dla Polski

„Miał kompetencje do takiego uczynienia, ale można ocenić, że zrobił to bezrefleksyjnie w tym momencie, bo naraził bezpieczeństwo państwa”

Doniesienia o skierowaniu do sądu aktów oskarżenia przeciwko byłemu ministrowi MON M. Błaszczakowi, szefowi BBN S. Cenckiewiczowi. przewodniczącej KRRiT A. Glapiak oraz byłemu dyrektorowi Departamentu Strategii i Planowania Obronnego MON – Piotrowi Z. za rzekome narażenie bezpieczeństwa państwa, w związku z publikacją fragmentów Planu Użycia Sił Zbrojnych RP WARTA-00101, znanego w mediach pod hasłem „linia Wisły”, to koronny przykład, że zapalczywa zemsta może być sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Już nawet bez wglądu w materię prawa, obywatel na pierwszy rzut oka może zadać sobie pytanie, jakiż to potencjał siły tkwi w sformułowaniu „obrona na linii Wisły”, który został zaprzepaszczony przez nasze państwo w związku z odtajnieniem fragmentu, zawierającego powyższe lub podobne sformułowania?

Nieśmiało podpowiadamy, że pogląd na strategię budowaną na założeniach typu – obrona na linii Wisły i Wieprza przez okres 10-14 dni do czasu przybycia sił sojuszniczych, obywatel pospołu z naszymi wrogami mógł sobie wyrabiać dużo wcześniej, „doceniając” decyzje w „umacnianiu” suwerenności i bezpieczeństwa militarnego państwa, podejmowane przez rząd PO-PSL do 2015 r. Przypomnijmy, że te najbardziej kluczowe odnosiły się do likwidacji jednostek wojskowych na wschodzie kraju (m.in. 4. Suwalski Pułk Artylerii Przeciwpancernej oraz 3. Brygada Zmechanizowana Legionów w Lublinie). Już wtedy obywatel, szczególnie ze wschodnich województw Polski, mógł wydedukować, że likwidacja musi służyć albo przesunięciu linii obrony w oparciu o rzekę Wisłę albo – przy „sprycie” ówczesnej władzy – stanowi tylko kamuflaż dla stworzenia silnej obrony na Oherce i Huczwie, ale po publikacji z 2023 r. już wiemy na pewno, że brano pod uwagę pierwszy wariant. Dodajmy jednak uczciwie, mogło być gorzej, ponieważ w taktycznym wycofywaniu wojsk przed nacierającą armią wroga, niektórzy wodzowie (szczególnie carscy i sowieccy) stosowali metodę spalonej ziemi. Tak, element ironii zagościł w powyższym wywodzie, ale trudno nie skorzystać z wyrazistej bezmyślności dążeń obecnej władzy, która stara się metodą najmniej subtelną usunąć z przestrzeni publicznej własny blamaż o kryptonimie „linia Wisły”. A wypowiedź Pani Prokurator: „Miał kompetencje do takiego uczynienia, ale można ocenić, że zrobił to bezrefleksyjnie w tym momencie, bo naraził bezpieczeństwo państwa”, raczej zapowiada kontynuację wskazanego wyżej blamażu.

Mamy do czynienia z sytuacją, w której osoba uprawniona, czyli w tym przypadku minister (art. 6 ust. 3 uoin, a także następca prawny – art. 6 ust. 7 uoin), znosi klauzulę tajności z określonych dokumentów niejawnych wytworzonych w 2011 r., które jednocześnie stanowią materiał archiwalny kategorii „A”, posiadający tylko wartość historyczną, a więc nieposiadający atrybutu ważności do celów związanych z bieżącą realizacją zadań obronnych państwa. Decyzja w tym zakresie jest wydawana po uprzedniej ocenie, czy przesłanki dla których informacje zawarte w dokumencie były objęte ochroną, zachowują swoją aktualność. To znaczy, czy ich wartość materialna w 2023 r., ponieważ wtedy dokonano zniesienia klauzuli tajności dokumentu, była jeszcze istotna z punktu widzenia ochrony interesu Rzeczypospolitej Polskiej, o której mowa w art. 5 uoin. Nie trzeba chyba dodawać, że w tym okresie strategia obronna RP nie tylko została gruntownie zmieniona, ale również przeszła swoistą terapię szokową po agresji Rosji na Ukrainę. Ponadto zniesienie klauzuli tajności nadanej na podstawie ustawy o ochronie informacji niejawnych skutkuje tym, że informacje stając się jawne, pozostają poza właściwością ustawy, która przypomnijmy „określa zasady ochrony informacji, których nieuprawnione ujawnienie spowodowałoby lub mogłoby spowodować szkody dla Rzeczypospolitej Polskiej albo byłoby z punktu widzenia jej interesów niekorzystne, także w trakcie ich opracowywania oraz niezależnie od formy i sposobu ich wyrażania” (art. 1 uoin). Powyższe więc oznacza, że ustawa nie zajmuje się sposobem dalszego wykorzystania informacji jawnej, która uprzednio była objęta ochroną na jej podstawie.

A tymczasem słyszymy, że publikacja tych informacji miała przyczynić się do zagrożenia bezpieczeństwa państwa lub do uzyskania korzyści politycznej podczas prowadzonej kampanii. Oba ww. twierdzenia objawiają jakąś nadludzką determinację w szukaniu jakiejkolwiek okoliczności, która mogłaby posłużyć do „wymodelowania” czynu zabronionego. Szuka się np. współsprawstwa w sytuacji, w której decyzja ministra o zniesieniu klauzuli tajności nie jest decyzją administracyjną, jest autonomiczną czynnością wynikającą z uprawnień ustawowych, nieprzewidującą współodpowiedzialności. Inaczej mówiąc, znoszenie klauzuli tajności jak i jej nadawanie należy do czynności materialno-prawnych przypisanych osobie, której uprawnienia są precyzyjnie wyznaczone w ustawie. I nawet jeśli korzysta ona z pomocy w określonym zakresie np. w przeglądzie dokumentów, ustalaniu wysokości klauzuli, to nie przekazuje swoich uprawnień, a wymienione wyżej czynności mają tylko charakter pomocniczy oraz techniczny i mogą być realizować przez inne osoby na podstawie przyznanych uprawnień do konkretnej klauzuli tajności i zgodnie z zasadą wiedzy koniecznej. Trudno nie ulec wrażeniu, że Prokuratura, stawiając w sprawie zarzuty kilku osobom, wskazanych wyżej okoliczności nie wzięła pod uwagę. Niewiarygodnie brzmi również zarzut, że nie wszystkie fragmenty w pozostałych egzemplarzach Planu „Warta” zostały odpowiednio oznaczone jako jawne. Nawet jeśli to prawda, to w tym przypadku nie ma znaczenia, ponieważ na ustanowienie lub zniesienie materialno-formalnej ochrony (formalna odnosi się do nadania klauzuli tajności) nie wpływa samo oznaczenie, które jest czynnością techniczną i wtórną realizowaną na podstawie przepisów odpowiedniego rozporządzenia. Należy przyjąć, że odtajnione fragmenty w pozostałych egzemplarzach też są jawne, chociaż nie zostały jako jawne odpowiednio oznaczone.

Cała sprawa związana ze zniesieniem klauzuli tajności określonym częściom dokumentów, na które zresztą ustawa pozwala (art. 6 ust. 8 uoin), jest pełna chaotycznych i nieścisłych doniesień medialnych. W samym zniesieniu klauzuli tajności postrzega się przyczynę, mającą bezpośrednio przyczynić się do urzeczywistnienia bliżej nieokreślonego zagrożenia. Warto więc podkreślić, że ochrona informacji niejawnych ma z natury charakter temporalny i poza wyjątkami chronionym bez względu na upływ czasu (art. 7 uoin), każda informacja niejawna podlega weryfikacji pod kątem zasadności utrzymywania jej ochrony w zmieniających się wczasie uwarunkowaniach, które mogą wpływać na dezaktualizację przesłanek materialnych. Prawodawca wyraźnie wskazał na  bowiązek przeprowadzania przeglądu dokumentów i materiałów niejawnych pod kątem aktualności przesłanek warunkujących ich ochronę, określając również, że musi on być przeprowadzany nie rzadziej niż raz na 5 lat (art. 6 ust. 4 uoin).

Idąc dalej tropem doniesień medialnych, należy zwrócić uwagę, że komunikowany zarzut ujawnienia informacji niejawnej poprzez jej opublikowanie, wydaje się mało wiarygodny. Zakładając racjonalnie, że informacje niejawne zostały odtajnione zgodnie z przepisami prawa, co poddaliśmy analizie już wcześniej, zniesienie klauzuli tajności zamyka kwestię tajemnic prawnie chronionych. Dokumenty odtajnione czy też ich fragmenty opublikowane w książce, artykule czy spocie wyborczym, są już jawne, a więc nie są dowodem na zaistnienie przestępstwa przeciwko informacjom niejawnym, nawet jeśli wywołują irytację u części rządzących. Istotne jest natomiast to, że spełniają funkcję informacji publicznej, która dotyczy spraw kluczowych dla społeczeństwa, dla którego bezpieczeństwo nie ma wymiaru abstrakcyjnego tylko konkretny. Niestety obecnie rządzący nachalnie karmią społeczeństwo frazesami: „nie mamy wyjścia, musimy wyegzekwować odpowiedzialność, w końcu bezpieczeństwo państwa jest dla nas priorytetem”, nie dostrzegając, że w tak zwanych rozliczeniach przeprowadzanych metodą „mamy człowieka, więc i paragraf musi się znaleźć za wszelką cenę”, wybierają drogę podziału i konfliktu, który sprzyja zawsze zewnętrznemu wrogowi.

Na koniec warto podkreślić, że jeśli nawet wnioski płynące z niniejszego artykułu nie przystają precyzyjnie do stanu faktycznego, w związku z ograniczonym dostępem do materiałów procesowych, to i tak wizerunek „afery na linii Wisły” pozostanie niezmiennie przykry dla obywatela, który oczekuje od każdej władzy poważnego traktowania. Tymczasem zamiast mitygować rzeczywiste podatności, które mogą wykorzystywać nasi wrogowie w planowaniu działań wymierzonych przeciwko suwerenności naszego kraju, władza zajmuje siebie i społeczeństwo „sensacyjną” aferą, która ma obnażyć „bezrefleksyjność ministra” w znoszeniu klauzuli tajności. Czy nie byłoby bardziej honorowo wycofać się taktycznie na linię opartą na przyzwoitości, żeby móc poświęcić się nowej strategii obronnej w dobie wojny na Ukrainie? Na sali sądowej blamaż będzie jeszcze głośniejszy – i nawet jeśli znajdzie się sędzia skory do wydania skazującego wyroku dla którejś z osób objętych aktem oskarżenia, to i tak nikt nie uwierzy, że założenia Planu „Warta” były słuszne. A także, że nadal posiadają potencjał wzmacniania naszej siły obronnej zgodnie z interesem Rzeczypospolitej Polskiej, dla którego ustanowiona została tajemnica informacji niejawnych.

Stowarzyszenie Orla Rota – Niezależni w Służbie dla Polski