Od kilku dni trwa zmasowana kampania propagandowa mediów mainstreamowych w sprawie rzekomego sukcesu rządu w odsunięciu realizacji paktu migracyjnego, w tym zwolnienia nie tylko z obowiązku relokacji, ale też innych obciążeń solidarnościowych. Wieczorem 12 listopada media z satysfakcją ogłosiły, że uwieńczeniem starań rządu polskiego stało się uzyskanie w KE promesy na złożenie wniosku o wyłączenie Polski z jakichkolwiek zobowiązań w tej kwestii i że faktycznie taki wniosek został właśnie złożony. W międzyczasie jednak, w tle negocjacji wewnątrzkomisyjnych toczona była medialna „podgotowka” – z ciągle zmieniającymi się priorytetami co do beneficjentów paktu i listami krajów znajdujących się pod presją migracyjną. Enuncjacje prasowe doskonale zaciemniły obraz negocjacji i to w taki sposób, że wnikliwy obserwator wydarzeń mógł poczuć się zdezorientowany co do tego, które kraje ostatecznie wskazane zostały jako zagrożone presją migracyjną i jakie skutki przynosi to pozostałym państwom wspólnoty. W mediach polskich dominował przekaz o korzystnych rzekomo rekomendacjach dla naszego kraju, ale jednocześnie zabrakło oceny sytuacji wypracowanej przez największego beneficjenta paktu – Niemiec. Jak się okazuje – właśnie zapowiedzi rozwiązań dla Niemiec mogą okazać się kluczowe dla naszego kraju. Warto tutaj dokonać krótkiej rekapitulacji kierunków przekazu medialnego z ostatnich dni wraz z towarzyszącymi temu wypowiedziami ważnych polityków.
Już w dniu 10 listopada TVN24 z radością przypomniała, iż wkrótce odbędzie się posiedzenie Parlamentu Europejskiego poświęcone sprawozdaniu rocznemu w sprawie dotyczącej azylu i migracji oraz ustanowieniu rocznej puli solidarnościowej – dla poszczególnych krajów członkowskich. Według autorów należało się spodziewać, iż Komisja przyjmie korzystne dla Polski rekomendacje – powołując się na fakt oddziaływania na nasz kraj presji migracyjnej – jako czynnika wykluczającego objęcie nas przymusową relokacją. Podobnie korzystne miały być rozstrzygnięcia w zakresie zwolnienia Polski z innych mechanizmów solidarnościowych – takich jak świadczenie finansowe za nieprzyjętych migrantów czy udzielanie wsparcia operacyjnego innym krajom zagrożonym wspomnianą presją. W materiale stacji sugerowano wprost, iż spodziewać się można świadczeń ze strony innych państw właśnie względem Polski jako beneficjenta – ze względu na aktualny wkład w zabezpieczaniu granicy białoruskiej i przyjęcie w przeszłości dużej liczby Ukraińców. Argumentacja ta wpisywała się we wcześniejszą retorykę mainstreamu i wypowiedzi oficjalnych, m.in. premiera i przedstawicieli MSWiA z pierwszej połowy października. Już wtedy łączono kwestie „zwolnienia” Polski od przymusowej relokacji z podejmowaną ochroną granicy zewnętrznej UE oraz zaostrzeniem przepisów wizowych i azylowych.
Zapowiedź potraktowania Polski jako beneficjenta została boleśnie zweryfikowana już w dniu następnym (11 listopada), kiedy to KE ustami wysokiego komisarza ds. migracji Magnusa Brunnera – wskazała własną rekomendację co do krajów uznanych za zagrożone szczególną presją migracyjną. I niestety nie wymieniało się tu Polski, ale Cypr, Grecję, Włochy i Hiszpanię. Nasz kraj znalazł się na liście 12 państw zagrożonych presją migracyjną (Belgia, Bułgaria, Niemcy, Estonia, Irlandia, Francja, Chorwacja, Łotwa, Litwa, Niderlandy, Polska i Finlandia) z powodu wysokiej liczby przyjazdów lub ryzyka wykorzystania migracji jako broni.
Kolejny dzień (11 na 12 listopada) przyniósł kolejne zmiany w postrzeganiu rekomendacji KE ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji Niemiec przed wypracowaniem decyzji Rady UE. Portal medialny Tagesschau poinformował, że przedstawiciele KE zapewniają o „uldze/pomocy dla Niemiec”. Zdaniem portalu – Niemcy będą mogły wystąpić o zwolnienie od przyjmowania uchodźców do końca 2026 roku, tych którzy przybyli poprzez inne państwa członkowskie. Mogą powoływać się na fakt, iż w tej chwili obsługują dużo wniosków o azyl, za które powinny odpowiadać inne państwa wspólnoty. Wg przywoływanej opinii KE – Niemcy nie będą uczestniczyć w innych formach solidarnościowych. Portal podkreśla, że wg KE Niemcy wraz z Niderlandami, Belgią i Francją należą do grupy państw, które w przyszłym roku znaleźć się mogą pod szczególnie dużą presją migracyjną. Dużą – ze względu na znaczną liczbę przybywających do kraju osób oraz przeciążenie systemu administracyjnego. Z kolei Polska (wg portalu) oraz Austria, Bułgaria, Czechy, Estonia i Chorwacja znajdują się w sytuacji nasilonej presji (kategoria niżej w nomenklaturze paktowej – przyp.), więc mogą ubiegać się o całkowite lub częściowe zwolnienie z unijnego mechanizmu solidarnościowego ze względu na obciążenia z ostatnich 5 lat (w tym wrogie działania Rosji i Białorusi). Użyte sformułowania nie zostały „zauważone” przez polskie media choć stanowią ważny element negocjacyjny przed Radą UE. Stało się oczywistym, iż intencją będzie tu formalne utrwalenie założenia, iż Niemcy znalazły się w stanie nadzwyczajnego obciążenia ze względu na niewypełnienie przez inne państwa członkowskie obowiązków przyjmowania i rejestracji migrantów.
Już w tym miejscu warto zwrócić uwagę na pewien element swobodnego łączenia pojęć związanych z migracjami, które łatwo przenikają ze sfery publicystycznej do bardziej lub mniej oficjalnych (choć wciąż jednostronnych) zapewnień władz państwowych. Dotyczy to choćby argumentu o powiększaniu „poziomu bezpieczeństwa” Polski w efekcie restrykcji administracyjnych wobec cudzoziemców czy skutecznego odpierania ataku hybrydowego z Białorusi. Argumenty te akceptowane powszechnie w polskiej przestrzeni publicznej (jako dowód na duże obciążenie Polski i stałą presję wrogiego państwa) niekoniecznie znajdują zrozumienie wśród opinii publicznej czy polityków innych krajów członkowskich. Podobnie wywołują niewielki oddźwięk wśród przedstawicieli biurokracji unijnej – którzy co prawda „wyrażają uznanie” dla polskich wysiłków, ale też przy okazji podkreślają swoje aktualne wsparcie finansowe (np. przy ochronie polskiej granicy wschodniej). Z kolei od kilku miesięcy zauważyć można swoistą kampanię propagandową na temat polskiego wzrostu gospodarczego i towarzyszącej temu wzrostowi zamożności indywidualnej Polaków, wraz ze spodziewanym zaproszeniem do grupy G-20. Co charakterystyczne – w odniesieniu do samych Ukraińców w Polsce nie sygnalizuje się z ich strony obciążeń, które aktualnie generowałyby problemy dla polskiej polityki azylowej czy uchodźczej. W odróżnieniu od migrantów w krajach zachodnich – Ukraińcy w Polsce przedstawiani są jako grupa łatwo asymilująca się i per saldo przynosząca korzyści państwu z racji aktywności zawodowej, podatkowej czy demograficznej.
Zupełnie inaczej wygląda perspektywa krajów zachodnich zgłaszających całe spektrum problemów związanych z obecnością wielkich grup migrantów z innych kierunków, głównie północnej Afryki czy Bliskiego Wschodu. Najbardziej jaskrawym jest tu przykład Niemiec – gdzie kwestia „odciążenia” wielkich ośrodków miejskich (generalnie całego kraju), stała się najbardziej zaognioną przestrzenią sporu politycznego o kapitalnym znaczeniu dla ciągłości tamtejszej koalicji rządzącej. Co charakterystyczne, ostatnie stwierdzenia kanclerza: „Mamy problem w krajobrazie miejskim” oraz „zapytajcie swoje córki”, pomimo wyraźnego wydźwięku rasistowskiego (również kwestii bezpieczeństwa osobistego obywateli), utrwaliły się już w tamtejszej przestrzeni publicznej. Podobnie jak szeroka dyskusja o sposobach szybkiego zawrócenia kilkuset tysięcy migrantów do Syrii (jako kraju już bezpiecznego?) czy też odcięcia gros świadczeń społecznych. Również w bieżącym roku wyraźna była aktywność narracyjna urzędu kanclerskiego po publicznej „obietnicy” relokacji/zwrotów cudzoziemców z Niemiec bezpośrednio do krajów sąsiednich (poza paktem), co wywołało zresztą opór m.in. w postaci polskiego Ruchu Obrony Granic.
Skala „problemu migracyjnego” identyfikowanego obecnie w Niemczech (i dopuszczonego do dyskusji publicznej) przez wszystkie tamtejsze ugrupowania polityczne obrazuje determinację do wpływania na kształt i tempo rozwiązań unijnych. Decyduje tu bowiem nie tylko siła i skuteczność oddziaływania największego państwa wspólnoty na kraje sąsiednie w ramach relacji bilateralno-migracyjnych (doświadcza to Polska). Największe znaczenie miała tu bez wątpienia możliwość przeforsowania paktu migracyjnego jako całościowego (opartego na rzekomym konsensusie) rozwiązania dla państw pragnących „rozładować” wewnętrzną presję migracyjną kosztem innych krajów wspólnoty.
W tym miejscu warto skupić się na łatwości manipulowania samymi procedurami paktu migracyjnego w korelacji z wewnętrznymi wydarzeniami stricte politycznymi. Wskazać tu można na przykład zmiany terminów zaprezentowania ważnego punktu harmonogramu wdrażania paktu – Sprawozdania i listy oceniającej, które państwo dotyka presja migracyjna oraz jak ustanowić pulę solidarnościową. Według artykułu TVN24 (w oparciu o informacje Business Insider) dokonano „przesunięcia” sprawozdania (z października na listopad) ze względu na wybory w Holandii!. Media mainstreamowe pisały wprost: „…zostało to przełożone z powodu wyborów w Holandii”, które odbyły się 29 października. Holandia prawdopodobnie będzie musiała przyjąć migrantów lub dokonać wkładu finansowego” (TVN24). Bez wątpienia jest to wyraźne i zupełnie otwarte potwierdzenie czynnika pozamerytorycznego w procedurach struktur europejskich (na takie źródła powołują się ww. media). Sygnalizuje się bezpośrednią korelację prac Komisji i Rady z wytworzeniem „korzystnego” klimatu politycznego w państwie członkowskim. Najlepiej może to zobrazować artykuł z innego poczytnego tytułu w Polsce – komentującego przegraną w Holandii tzw. skrajnej prawicy Geerta Wildersa (Partia Wolności). Tytuł komentarza Rp.pl z 30 października „Wynik wyborów w Holandii nadzieją dla Europy” koresponduje z dalszą oceną, że: „nowy rząd będzie musiał sprostać wyzwaniom, których nie udało się pokonać populistycznym poprzednikom”.
Powyższe przykłady i całościowe tło forsowanego paktu migracyjnego stanowiły ważny czynnik wpływający na postrzeganie zjawisk dotykających sytuacji naszego kraju. Istnieją bowiem wyraźne wskazania na bezpośrednią korelację procesów decyzyjnych UE z czynnikami wewnętrznymi w krajach członkowskich, w tym siłą oddziaływania ruchów społecznych. W tym też kontekście nie można było wykluczyć nawet takich elementów jak terminarz ważnych wystąpień masowych obywateli RP – krytycznych wobec paktu migracyjnego. Przywołać tu można choćby manifestację patriotyczną w Warszawie z okazji Święta 11 Listopada, która odniosła się w części przekazu do niekorzystnych planów migracyjnych UE. Jej znaczenie wykroczyło znacznie poza skalę protestu z 11 października – wydarzenie z pewnością obserwowane przez polskie i zagraniczne ośrodki decyzyjne.
Pozorne odsunięcie w czasie (rzekomo na rok) polskich obowiązków relokacji czy świadczeń w ramach paktu na rzecz migrantów może okazać się jedynie zabiegiem doraźnym. Wyraźnie „rozmycie” listy beneficjentów-płatników unijnego mechanizmu solidarnościowego potwierdzać może jedynie nierealność paktu przynajmniej w najbliższej perspektywie czasowej. Prezentowane ostatnio listy (zmieniające się) krajów objętych szczególną presją oraz zagrożonych nasiloną presją obejmuje aż kilkanaście krajów spośród 27 państw członkowskich. W tej sytuacji trudno spodziewać się po stronie państw pozostałych szczególnej atencji do obciążenia ich kosztami i skutkami relokacji, świadczeń finansowych i pomocy operacyjnej. Bez wątpienia taka właśnie będzie konstatacja Rady UE, która określi „mgliście” zarówno obowiązki państw członkowskich in gremio, jak też perspektywę czasową indywidualnych obciążeń. Częściowo potwierdzają to ostatnie wypowiedzi przedstawicieli KE, którzy mówią już o „elastyczności” systemu i indywidualnej ocenie sytuacji poszczególnych państw członkowskich bez odwołań do reżimów czasowych typowych przy implementacji innych dyrektyw unijnych.
Bardziej istotna z punktu widzenia polskich interesów strategicznych i bieżących interesów bezpieczeństwa, pozostaje kwestia utrwalenia w pragmatyce i nomenklaturze prawnej UE założenia, iż w konkretnym przypadku Niemiec zachodzi obciążenie presją migracyjną ze względu na niewywiązywanie się z obowiązków azylowych krajów sąsiednich. Właśnie tutaj otwiera się formalna ścieżka do sformułowania roszczeń np. wobec Polski. Celem tych działań może być wezwanie do zgody na zwrot niechcianych migrantów, przybyłych rzekomo z terenu Polski. W tej sytuacji, poza „zawieszonym” de facto mechanizmem paktu w perspektywie jedno lub nawet wieloletniej – tworzy się podstawy do transferu migrantów w skali przekraczającej znane nam zjawisko od wiosny 2025 roku. Kluczowe więc pozostaje tu stanowisko rządu polskiego w zakresie akceptacji konkluzji KE w sprawie źródeł „zewnętrznych obciążenia” Niemiec przed Radą UE. Bez wątpienia bezrefleksyjne zaakceptowanie wspomnianych „źródeł obciążeń” wywołać musi konsekwencje w postaci zgody na masową relokację niechcianych migrantów do Polski, w skali przewyższającej dotychczasowe incydenty monitorowane choćby przez Ruch Obrony Granic. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że represje dotykające działaczy ROG czy choćby sygnalizowane redukowanie obsady placówek WOT na granicy niemieckiej, stanowią swoiste preludium takich właśnie wydarzeń.






