Ostatni przypadek ataku na stację bazową satelitarnej łączności Starlink stał się kolejnym przykładem sygnalizacji na drabinie eskalacyjnej. Ale też jakości „ekspertów” komentujących kolejne incydenty. Gdyby potraktować je poważnie sugerowałyby chyba udział, współsprawstwo pracownika państwowej spółki państwowej Exatel! Bo to najbliższa grupa potencjalnych SABOTAŻYSTÓW zgodnie z obowiązującymi definicjami. Totalne niezrozumienie pojęć sabotaż – dywersja funkcjonowało zresztą przy okazji akcji w Skarżysku – Kamiennej czy Lublinie. Paradoksalnie, sposób komunikowania o tych wydarzeniach może mieć szersze, niedoceniane znaczenie. Nazywanie tych aktów w sposób adekwatny – DYWERSJA zmienia bowiem linię narracyjną i znaczenie również w wymiarze międzynarodowym. Oczywiste symptomy dywersji – jako działanie zewnętrzne, kinetyczne (a nie pochodzące „z wewnątrz” zaatakowanej instytucji) zmienia charakter odbioru serii zdarzeń. Zwłaszcza u odbiorców zewnętrznych – ważnych sojuszników, partnerów, ich mainstreamu i opinii publicznej. To z kolei ma znaczenie przy określaniu źródeł zewnętrznych tych ataków i właściwym pozycjonowaniu faktycznych obciążeń państwa polskiego, istniejących ryzyk i ich zwalczania. To swoiste przyzwolenie na stosowanie w przestrzeni publicznej mglistych kryteriów klasyfikacji incydentów może mieć też odniesienie do równolegle obserwowanej, swoistej „poprawności”. Tej dotyczącej pochodzenia zasadniczej grupy sprawców aktów dywersyjnych – inspirowanych w oczywisty sposób przez służby rosyjsko/białoruskie. Coś co wynika zresztą wprost ze zwykłej statystyki diaspor obecnych w Polsce i idącego dalej potencjału werbunkowego wśród cudzoziemców. I nie chodzi tu wcale o toporne stygmatyzowanie grupy najbardziej licznej i podobnie „subtelne” obejmowanie jej a priori „ochroną” specjalnej grupy prokuratorskiej. Przy okazji – stygmatyzowania wykorzystywanego niewątpliwie przez służby przeciwnika oraz nieświadome (oby) środowiska polityczne i opiniotwórcze w naszym kraju. Rzecz dotyczy głębszego problemu – dotykającego warunków działania polskich służb specjalnych i policji wobec skali problemu wynikającego właśnie ze wspomnianej statystyki. I powiązanych z tym oczywistych zagrożeń wynikających ze słabości nadzoru nad indywidualnym dostępem tysięcy cudzoziemców do obiektów newralgicznych. Łączy się z tym ich powszechna obecność w licznych firmach wykonawczych i podwykonawczych, łatwość przemieszczania się czy przekraczania granicy. Boleśnie przekonały się o tym nasze służby w przypadku akcji dywersyjnej na kolei w ubiegłym roku – gdzie bezpośredni wykonawcy wjechali a następnie opuścili teren Polski nie niepokojeni przez nikogo. Dywersanci, którzy nie musieli korzystać ze spektakularnego a zarazem ryzykownego transferu środkami lotniczymi (np. śmigłowcem Mi-8) typowym dla grup dywersyjne – rozpoznawczych. Jednak znając oczywiste podstawy dla udanej akcji dywersyjnej nie sposób abstrahować od fazy rozpoznania realizowane wcześniej na miejscu. Niezbędnej fazy „typowania” obiektów wrażliwych – możliwej do przeprowadzenia właśnie przez członków zasymilowanej i wszędzie obecnej diaspory. Obserwując niepokojący przyrost akcji dywersyjnych w pogarszającym się zewnętrznym środowisku bezpieczeństwa łatwo zauważyć deficyty krajowych możliwości obronnych. Nietrudno zauważyć ryzyko przeciążenia służb wobec zwiększającej się ilości incydentów, rodzaju celów ataku i wielości lokalizacji. Być może przychodzi właśnie moment rekapitulacji standardów demokratycznych państwa wobec cudzoziemców w ewidentnej fazie końcówki wojny hybrydowej (na co wskazują eksperci – choćby gen. Lech Komornicki). I wynikający z tego przymus pozyskania dodatkowych narzędzi dla służb państwowych, również takich, które naruszają standardy postępowania w okresie pokoju. Dotyczy to choćby wprzęgnięcia w mechanizm bezpośredniego nadzoru nad cudzoziemcami wszelkich instytucji, pracodawców i zwykłych obywateli w otwartej współpracy ze służbami bezpieczeństwa wewnętrznego. Być może jest to etap rozwinięcia szerokiej kampanii informacyjno – szkoleniowej, niepopularnej politycznie i niosącej ryzyka w relacjach bilateralnych z partnerami zagranicznymi. Bez wątpienia czynnikiem pozytywnym pozostaje tu możliwy do wykorzystania potencjał ekspercki wielotysięcznej rzeszy byłych funkcjonariuszy służb i żołnierzy a także zdolności kreacyjne ośrodków analitycznych czy uczelni. Oczywistym jest przy tym sprzęgnięcie do tego działania istniejących (i dedykowanych) ośrodków jak Centrum Prewencji Terrorystycznej ABW ale też prawników czy legislatorów. Tych ostatnich tworzących choćby podstawy do zmiany reżimu RODO względem cudzoziemców i tworzenia narzędzi do ich kontroli, pogłębionej weryfikacji i podaży wiedzy dla służb choćby z poziomu pracodawcy.
W takim miejscu nie sposób nie zauważyć zasadniczej roli całej klasy politycznej w tym szczególnie ugrupowań narodowych i patriotycznych. Od nich bezpośrednio zależy wypracowanie warunków do sprawnego funkcjonowania służb, całego systemu obronnego państwa również w sferze wewnętrznej. A także określenia właściwych priorytetów dla służb specjalnych, policji, prokuratury w dobie ewidentnego rozpraszania sił i dezintegracji instytucji państwowych. Koronnym przykładem może być tutaj presja wywierana na konstytucyjny organ państwa – Trybunał Konstytucyjny. Poza oczywistą kwestią niczym nie sprowokowanej polaryzacji politycznej – istotnym pozostaje czynnik dezorientacji i niepokoju opinii społecznej. Obserwując dominujące obszary sfery informacyjnej, aktywności polityków i mediów wyraźnie widać dwa kierunki. Są nimi zagrożenia wojenne i dywersyjne oraz zapowiedzi niedemokratycznych rozwiązań siłowych wobec TK i otoczenia Prezydenta RP. Obszary niepokojące spolecznie a zarazem wewnętrznie sprzeczne w dobie ewidentnych zagrożeń zewnętrznych i wewnętrznych. Pogłębienie tych sprzeczności musi w nieodległej perspektywie doprowadzić do paraliżu bieżących zdolności państwa w zakresie legislacyjnym. Również w ramach zmiany prawa krajowego dotyczącego uzyskania skutecznych narzędzi do przeciwdziałania zagrożeniom. Właśnie w tym kontekście należy rozumieć istotę funkcjonowania ciągłości sądu konstytucyjnego i poczucia bezpieczeństwa obywateli.
Przywołane na wstępie kategorie „dywersja i sabotaż” wpisują się de facto w szerszy kontekst zagadnień prawno – ustrojowych. Nie chodzi wyłącznie o podniesienie (poniekąd konieczne) rozróżnienie tych kategorii w rozumieniu ogólnodostępnym. Przede wszystkim dotyka to narzędzi formalno – prawnych, wręcz ustrojowych udzielonych organom ochrony państwa w zakresie niezbędnych zmian. Wskazany powyżej wąski wycinek zmiany paradygmatu traktowania cudzoziemców wymaga nie tylko aktywności klasy politycznej ale też spokojnego funkcjonowania sądu konstytucyjnego.






