Bulwersująca informacja o umorzeniu przez Sąd Rejonowy dla Warszawy – Mokotów „polskiego wątku” afery Sławomira N. może być początkiem sekwencji wydarzeń o znaczeniu wykraczającym poza ramy tego konkretnego postanowienia, które nadal pozostając tylko elementem większej całości związanej z określonymi osobami i interesami, będzie zapewne rezonować politycznie i biznesowo, nie tylko na potrzeby wewnętrznej polityki, ale również układów o międzynarodowym zasięgu. Obserwujmy ten proces, w końcu jesteśmy społeczeństwem obywatelskim, któremu władza nie jest w stanie mimo zręcznych zabiegów odebrać autonomiczności myślenia i wyciągania logicznych wniosków. Tym bardziej, że po 13 grudnia 2023 r. zjawisko oczyszczania środowiska trzymającego obecnie ster władzy nie jest dla obywatela zaskoczeniem, powstaje tylko pytanie, na ile można zrobić to cicho, bez opinii publicznej, która przy właściwej konstelacji zdarzeń nie zauważy narzucającej się korelacji. Znany nam instruktaż ze słynnej polskiej komedii: „Nigdy do niczego się nie przyznawaj, złapią cię pijanego w samochodzie, to mów, że nie piłeś, znajdą ci dolary w kieszeni, to mów, że to pożyczone spodnie, a jak cię złapią na kradzieży za rękę, to mów, że to nie twoja ręka. Nigdy się nie przyznawaj”, nie tylko nie traci dziś na aktualności, ale doczekał się odmian, w których plątanina interesów ludzi władzy uważających się za bezkarnych, odstręcza zwykłego obywatela swoją niegodziwą pomysłowością w kwestionowaniu lub relatywizowaniu obowiązującego porządku prawnego, a także oburza zuchwałością obłudy. Ktoś powie, że tak było zawsze. Zapewne tak się zdarzało, ale nie w stopniu godzącym w fundamenty praworządności jak to ma miejsce obecnie, tj. w stopniu uniemożliwiającym bezpieczne funkcjonowanie państwa jako całości.
Spróbujmy stworzyć swój instruktaż, w którym wystarczy – przynajmniej na początek – wyeksponować dwie tylko kwestie: wybór metody „oczyszczania” i polityczny klimat działania, żeby dalsze nasze obserwacje kontynuowane po wydaniu tego bulwersującego postanowienia Sądu, uczynić bardziej wnikliwymi, ponieważ na jednym umorzeniu na pewno się nie skończy. Niestety przy takich sprawach odnosi się wrażenie, że ktoś steruje pozakodeksowym mechanizmem „dekryminalizacji czynów” w indywidualnej sprawie, który skutecznie ma uratować konkretną osobę lub całe środowisko od odpowiedzialności karnej, ale również i politycznych konsekwencji, a nie jest to doprawdy środowisko nieznaczące. I nie chodzi tylko o niegdysiejszy Klub Rekinów, ale dużo szersze kręgi ze sfery polityczno-biznesowej, które ze zrozumiałych względów nie chcą być kojarzone z tą sprawą. Pamiętajmy, że już zostało zapowiedziane na portalu X przez Sławomira N. – „Wymiar sprawiedliwości wstaje z kolan. To nie koniec mojej wojny… Szkoda tylko tych lat i zrujnowanego życia…” – dlaczego mamy nie wierzyć, że to dopiero początek wojny?
Niewątpliwie obecnie kołem napędowym wskazanego wyżej mechanizmu, choć może zabrzmi to dla niektórych groteskowo, będzie informacja z komunikatu Prokuratury, że: Pojawiająca się w mediach kwota 4 milionów złotych nie została zabezpieczona u oskarżonego Sławomira N., jak również, że ciążące na nim zarzuty: oparte były na wyjaśnieniach Jacka P., któremu prokuratura przedstawiła zarzuty prania brudnych pieniędzy oraz łapownictwa. Jacek P. skorzystał z dobrodziejstwa art. 60 § 3 kpk, ale o tym jeszcze będziemy pisać nieco później. Oczywiście nie jest to nic odkrywczego, że mechanizm działa na korzyść „wybrańców”, którym niewątpliwie jest Sławomir N., ale nie można zapominać, że także „ośmieli” innych, którzy gotowi zrobić nie jedno, żeby uniknąć odpowiedzialności – i właśnie na tym również polega demontaż praworządności. I nie chodzi o wydawanie przedwcześnie medialnych wyroków czy odmawianie komuś prawa do sprawiedliwego osądzenia, ale wskazywanie mechanizmów, które mogą prowadzić do bezkarności, a tym samym zachęcać do korupcji w kręgach władzy. W tym przypadku przyjrzyjmy się możliwościom, jakie daje metoda solidnie wmontowana w procedurę postępowania karnego, tj. umorzenie przed rozpoczęciem głównej rozprawy, w ramach formalno-prawnej kontroli sądowej aktu oskarżenia, które umożliwia umorzenie sprawy na podstawie uprawomocnionego postanowienia Sądu. W wydanym w tej sprawie komunikacie Prokuratury Okręgowej w Warszawie czytamy: W dniu 19 września 2025 roku przed Sądem Rejonowym dla Warszawy – Mokotowa w Warszawie o godz. 14:30 odbyło się posiedzenie wstępne w sprawie oskarżonych Sławomira N., Leszka K. , Wojciecha T. i Dariusza K. Posiedzenie zostało zakończone wydaniem przez Sąd postanowienia o umorzeniu postępowania na podstawie art. 339 § 2 pkt 1 k.p.k., wobec stwierdzenia oczywistego braku podstaw aktu oskarżenia. Z uwagi na obszerność materiału Sąd odroczył na 7 dni wydanie uzasadnienia postanowienia do dnia 26 września 2025 roku (https://www.gov.pl/web/po-warszawa/sadowe-umorzenie-sprawy-w-zakresie-czesci-watkow-przeciwko-slawomirowi-n),
Już w tym miejscu trudno zrozumieć, na jakich oczywistych brakach oparto postanowienie, ale na pewno postaramy się zidentyfikować wątpliwości z nim związane. Na wstępie warto zaznaczyć, że podana w komunikacie, jakby nie było na rządowym portalu, podstawa prawna umorzenia tj. art. 339 § 2 pkt 1 k.p.k, jest wyjątkowo zagadkowa, bo wedle oficjalnych źródeł ISAP i innych, przepis ten jest uchylony, krótko mówiąc nie istnieje. Wskazujemy tę okoliczność, ponieważ już na stracie odnosi się wrażenie, że „bałagan” i nowatorstwo tego postanowienia mogą nas jeszcze mocno zaskoczyć również przy tworzeniu zapowiadanego przez Prokuraturę uzasadnienia. Oczywiście obywatel poszukujący może uznać, że przepis istnieje (np. błąd publikatorów) albo że nie istnieje i sam dojść do wniosku, że mogło w komunikacie chodzić o art. 339 § 3 pkt. 2 k.p.k,. Jednak bez względu na jego mniemanie, wymiar sprawiedliwości powinien trzymać się „wersji” posiadającej rzetelne oparcie w przepisach prawa, tym bardziej, że postanowienie już istnieje – i być może sami jego twórcy nie zakładają, że mogło być ono wydane z naruszeniem prawa procesowego.
Załóżmy, że Sędziemu, pozostającemu jeszcze w okresie asesury, a więc na początku sędziowskiej kariery, faktycznie chodziło o stwierdzenie oczywistego braku podstaw aktu oskarżenia, o którym mowa w art. 339 § 3 pkt. 2 k.p.k., to jednak wiele kwestii w tej sprawie jest obarczonych wątpliwościami, nad którymi nie można przejść bezrefleksyjnie. Na początek od razu nasuwa się pytanie, czy dokonany wcześniej podział na wątek polski i ukraiński, nie jest obecnie zręcznie wykorzystywany w mechanizmie „oczyszczania” Sławomira N.? O wątku tym donosił ówcześnie PAP że: Byłego ministra oskarżono również o pranie brudnych pieniędzy. Chodzi o blisko 8 mln zł. Oskarżenie dotyczy też okresu, kiedy Nowak pełnił funkcję szefa gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska oraz ministra transportu i gospodarki morskiej. Według śledczych polityk miał przyjąć co najmniej 320 tys. zł łapówek w zamian za pomoc w uzyskaniu intratnych stanowisk i kontraktów w państwowych spółkach. Jest też oskarżony o przyjęcie 760 tys. zł łapówki za zorganizowanie spotkania przedstawicieli spółki deweloperskiej z władzami miasta Gdańska., a zupełnie niedawno przypomniał Onet, że: Chodziło w nim o rzekome załatwianie posad w spółkach Skarbu Państwa za tzw. pierwszych rządów Platformy w zamian za łapówki. Według prokuratury Nowak wziął pieniądze m.in. od Jacka Krawca, za którym miał się wstawić, gdy ten ubiegał się o fotel szefa PKN Orlen. Krawiec również został zatrzymany w 2020 r., ale sąd nie zgodził się na areszt dla niego. Jak widać po wskazanych wyżej anonsach trudno ten wątek nazwać nieznaczącym, dlatego postanowiliśmy przekazać kilka wątpliwości, które mogą stanowić przyczynek do dalszego monitoringu „losów” spraw z udziałem Sławomira N.
Przede wszystkim wątpliwości rodzą się z samych komunikatów Prokuratury i Ministra Sprawiedliwości, w których operuje się argumentami wydającymi się spajać całość sprawy, a nie tylko wątek polski, wyodrębniony dopiero w 2023 r. Z cytowanych komunikatów Prokuratury można odnieść wrażeniem, że przyczyny umorzenia zostały „wypreparowane” z całości materiału dowodowego – i dotyczą tylko dwóch kwestii mogących uzasadnić umorzenie. Chodzi o miliony niezdeponowane w domu Sławomira S. i zeznania Jacka P., który skorzystał z możliwości złagodzenia wyroku dzięki temu, że został małym świadkiem koronnym – co prawdopodobnie ma przed wydaniem uzasadnienia przez Sąd utwierdzić opinię publiczną w przekonaniu, że podstawa umorzenia jest „oczywista”. A przecież znajomość z Jackiem P. była długoletnia (media podają, że co najmniej od 2010 r.) i owocowała wspólnymi interesami, trudno sobie więc wyobrazić, że jego zeznania dotyczyły tylko jednego wątku i nie zostały wykorzystane przez organy ścigania do zdobycia innych dowodów. Ewidentnie mamy jednak uwierzyć, że w tzw. wątku polskim sprawstwo Sławomira N. oparto wyłącznie na zeznaniach osoby niewiarygodnej, za jaką może według Sławomira N. i jego obrony uchodzić mały świadek koronny, który ma motywację, żeby manipulować informacjami, w celu uzyskania korzystniejszej sytuacji procesowej i ten argument prawdopodobnie podnosiła obrona. Podobnie rzecz ma się z gotówką znalezioną w meblach, która wcale nie musi odnosić się wyłącznie do wątku polskiego, a może również dotyczyć korzyści wynikających z procederu łapówkarskiego, jak i prania brudnych pieniędzy na przestrzeni wielu lat, również obejmujących działalność Sławomira N. w Ukrawtodorze. A tymczasem sugeruje się w komunikatach, że trudno doszukać się oczywistego związku Sławomira N. z czynem zabronionym, ponieważ nie miał on fizycznego kontaktu z pozyskanymi milionami, gdyż nie były one zdeponowane u niego w domu – co ma prowadzić do wniosku, że Sąd oceniając akt oskarżenia, nie znalazł dowodów na jego sprawstwo (sic!). Nie trzeba specjalnie wyjaśniać, że wyciąganie przed nawias adresu zdeponowania środków pieniężnych jest co najmniej niepoważne – z reguły sprawca ukrywa korzyść i maskuje swój udział w procederze, nie trzymając w domu środków pochodzących z przestępstwa. Zakładamy więc, że w warstwie medialnej wskazany wyżej komunikat i wypowiedzi Ministra Sprawiedliwości miały uśpić uwagę przede wszystkim dziennikarzy, którzy przynajmniej na początku przekazywali informację, że najważniejszy wątek „ukraiński” jest prowadzony oddzielnie i nie ma powodów obawiać się, że będzie umorzony.
Na tym etapie nie możemy niczego przesądzić, w końcu wskazane wyżej wątpliwości mogą być wyłącznie efektem bałaganu i braku profesjonalizmu, o którym już pisaliśmy, odwołując się do podstawy prawnej umorzenia wskazanego przez Prokuraturę. Mając jednak na uwadze, że również nie sposób wykluczyć, że pozostałe wątki, jeszcze nierozpoznane przez Sąd, mogą korzystać z tych samych osobowych i rzeczowych źródeł dowodowych, co właśnie umorzony tzw. wątek polski, wskazanych wątpliwości nie powinno się bagatelizować. Tym bardziej, że inne gremia pracują nad mechanizmem oczyszczania ludzi władzy m.in. Sejmowa Komisja Śledcza do spraw tzw. Pegasusa, która stara się podważyć legalność kontroli operacyjnej urządzenia końcowego. Nie można więc wykluczyć, że po zdeprecjonowaniu zeznań małego świadka koronnego, zakwestionowaniu dowodów z kontroli i pojawieniu się jeszcze innych „nieoczekiwanych” okoliczności mających wpływ na ocenę materiału dowodowego, ani się opinia publiczna nie spostrzeże, jak wątek ukraiński też będzie pretendował do umorzenia.
Kolejny element w rozpoznawaniu mechanizmu „oczyszczania” dotyczy samej procedury, dla której tak istotne pozostają opisane wyżej kwestie pieniędzy i małego świadka koronnego. W końcu Sędzia dopatrzył się w akcie oskarżenia braków uniemożliwiających dalsze prowadzenie postępowania sądowego (sic!), a to oznaczałoby, że w akcie oskarżenia były błędy i braki, których wcześniej nie zauważyli prokuratorzy, a najbardziej zaskakujące, że również sami sędziowie, którzy oceniali materiał dowodowy i wydawali postanowienia w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania, poręczenia czy też innych środków zapobiegawczych. I nie tylko wobec Sławomira N., ale też innych osób. Dla lepszego zrozumienia tego kuriozalnego postanowienia wskażmy, że umorzenie w związku z oczywistym brakiem podstaw aktu oskarżenia powinno dotyczyć „błędów oczywistych” – w orzecznictwie wyraźnie akcentuje się, że przy wykazywaniu braku podstawy do dalszego prowadzenia sprawy należy wyodrębniać „kryterium oczywistości”, które nie budzi wątpliwości, że w tym przypadku sprawa prowadzona byłaby „na siłę”, a i tak zakończyłaby się umorzeniem. To istotne założenie, ponieważ sąd kontrolując akt oskarżenia nie powinien wartościować dowodów, rozstrzygać w przedmiocie ich sprzeczności czy wiarygodności zeznań świadków, ponieważ temu dedykowana jest główna rozprawa sądowa, w której na podstawie obszernego materiału dowodowego, jaki w tej sprawie zgromadzono, sąd rozstrzygałby w zakresie pojawiających się wątpliwości, stawiając sobie za cel dotarcie do prawdy materialnej również poprzez konfrontację dowodów. Aż trudno uwierzyć, żeby takie zasadnicze braki występowały w tej sprawie, zważywszy, że Sąd miał wiedzę o zidentyfikowanej grupie (z ustalonymi rolami poszczególnych jej członków), jej sposobie działania i zabezpieczonych środkach pieniężnych, posiadał dowody na „porozumienie członków” oraz ekspertyzy potwierdzające wiarygodność ustaleń, więc jak w tym stanie rzeczy można umorzyć postępowanie z oczywistego braku podstaw aktu oskarżenia? Próbując przyjąć ten tok myślenia, może nieco ironicznie, ale też nie bez merytorycznego wysiłku, trzeba byłoby założyć wersję zupełnie irracjonalną, że w tej sprawie oskarżony nie mógł popełnić przestępstwa, ponieważ okazało się, że wszystkie przypisywane mu działania dotyczyły innego Sławomira N., np., zamieszkującego Kamczatke albo że w postępowaniu przygotowawczym absolutnie nie skorzystano z żadnych innych osobowych i rzeczowych źródeł dowodowych. Z kolei sam akt oskarżenia oparto na fakcie, że kwotę 4 milionów złotych znaleziono poza miejscem zamieszkania oskarżonego, z czego powinno się wnioskować, że nie mógł tego przestępstwa popełnić, a jedynym świadkiem jego udziału jest pomawiający go dawny znajomy. A przecież już z doniesień medialnych i publikacji pochodzących z materiałów sprawy, o czym była mowa powyżej, wiemy, że zebrano wiele dowodów na potwierdzenie udziału Sławomira N. – łącznie z ekspertyzą grafologiczną i zabezpieczeniem śladów DNA. Oczywiście nikt na tym etapie nie twierdzi, że wszystkie ustalenia są bez zarzutu, ale właśnie istniejące wątpliwości w tym zakresie determinują rozpoczęcie rozprawy głównej, podczas której można zweryfikować wszystkie podnoszone przez obronę argumenty co do rzetelności ustaleń faktycznych, poczynionych w trakcie postępowania przygotowawczego. Powyższe wątpliwości mocno ugruntowują pogląd, że w tym przypadku art. 339 § 3 pkt. 2 k.p.k. nie powinien być zastosowany.
Zakończenie postępowania w tzw. wątku polskim umorzeniem nasuwa rozumnemu obywatelowi podejrzenia, że sprawa mogłaby mieć zbyt duży zasięg i być kosztowna politycznie i dlatego zdecydowano się na ten „procesowy manewr”. Umorzenie sprawy jest nie tylko optymalnym zakończeniem dla oskarżonego, ale również wszystkich, którzy występują w sprawie i których nazwiska i koliczności nie będą „zaprzątały” uwagi szerszej opinii publicznej. Mogłaby ona nie tylko wyodrębnić w tym zestawie grupę osób „wspierających się” w układach polityczno-biznesach, ale również mieć pod społeczną lupą ich nowe aktywności w aparacie władzy czy też biznesie (np. w spółkach skarbu państwa). Prawomocne umorzenie w tym przypadku kończy definitywnie sprawę, w której zgodność sędziego, obrony i prokuratora może potwierdzać pogląd o skuteczności mechanizmu „oczyszczania” ludzi związanych z władzą. Wiadomo, że obrona w imieniu oskarżonego nie będzie żalić postanowienia o umorzeniu, skoro sama o nie wnioskowała, natomiast postawa Sądu ignorującego wskazane wyżej zasady związane z kontrolą aktu oskarżenia przed rozprawą główną, stanowisko Prokuratura uchylającego się od zażalenia, są wyjątkowo zagadkowe. Opublikowany w mediach fragment protokołu z osiedzenia Sądu nie pozostawia wątpliwości, że przynajmniej podczas posiedzenia Sądu prokurator jednoznacznie stwierdził: Prokurator: przychylam się do wniosku o umorzenie postępowania. Oświadczam, że Prokuratura nie będzie skarżyć decyzji Sądu o umorzeniu postępowania. W przypadku gdyby Sąd nie zdecydował się na umorzenie, wnoszę o dokonanie zwrotu sprawy Prokuraturze. Na pewno wnikliwego obywatela może dziwić taka postawa, dlaczego Prokurator już zakładał, że nie będzie składać zażalenia, chociaż logika podpowiada, że powinien bronić efektów pracy Prokuratury, wykonanej w postępowaniu przygotowawczym. Dlaczego deprecjonuje razem z obroną materiał dowodowy? I co więcej, w sytuacji w której Sąd nie zdecydowałby się na umorzenie, składa wniosek do protokołu o zwrot sprawy do Prokuratury, dając tym dodatkowo do zrozumienia, że nie chce dopuścić do rozprawy głównej przed Sądem. Idąc tym tokiem rozumowania, nie możemy wykluczyć, że Prokurator, składając takie oświadczenie, był zdeterminowany do samodzielnego umorzenia z braku podstaw do wniesienia aktu oskarżenia albo istnienia negatywnej przesłanki procesowej, gdyby sam Sąd na posiedzeniu niejawnym nie zdecydował się umorzyć sprawy. Dla Sławomira N. (i innych osób) to wyjątkowy „łut szczęścia” – ostateczne rozstrzygnięcie, dzięki któremu w przyszłości będzie mógł powoływać się na res iudicata czyli powagę rzeczy osądzonej, tj. korzystać z prawa, że drugi raz w tej samej sprawie nie może być prowadzone postępowanie karne (ne bis in idem – art. 17 § 1 pkt. 7 k.p.k.). Nie musimy specjalnie akcentować, jakiż jest to mocny atut dla osoby, która od tej pory będzie mogła od nowa i bez obciążeń budować swoją pozycję w życiu publicznym, niewątpliwie wykorzystując odpowiedni w kraju polityczny klimat, sprzyjający mechanizmowi „oczyszczania”.
Już na wstępie wskazaliśmy, że w tzw. wątku polskim, będącym częścią szczególnie istotnej sprawy korupcyjnej posiadającej międzynarodowy charakter oraz co ważniejsze, dotyczącej środowiska politycznego, które trzyma obecnie ster władzy, konfiguracja zdarzeń zaczyna być „wyjątkowo dobra”, ale to nie oznacza, że nie może być jeszcze lepsza. Tym bardziej, że interesy polsko-ukraińskie wchodzą w szczególny etap realizacji niemieckich inwestycji związanych z produkcją zbrojeniową czy też innych związanych z odbudową Ukrainy, a jak wiadomo sprawdzeni ludzie, do których ma się zaufanie albo przynajmniej musi się mieć respekt, ponieważ wiedzą więcej i są przez to bardziej wymagający, z pewnością w takich okolicznościach będą się sprawdzać najlepiej, o ile władza o nich odpowiednio zadba. W tych okolicznościach nie należy więc zakładać, że nic się nie stało i przegapić moment, w którym ukraińskie wątki też zaczną korzystać z „łutu szczęścia”, którego prawdziwe zaplecze sprawcze będzie ukrywać się za „niezrozumiałymi” dla opinii publicznej rozstrzygnięciami sądowymi. Przypomnijmy, że w omawianej sprawie śledztwo na Ukrainie prowadziły organy antykorupcyjne – SAP i NABU, które w ramach współpracy przekazywały materiał dowodowy wraz z wątkami do dalszego prowadzenia przez polską Prokuraturę. W grudniu 2021 r. również strona ukraińska przekazała akt oskarżenia, w celu prowadzenia dalej sprawy w sądzie polskim, zostawiając na Ukrainie postępowania wobec innych osób, podejrzanych o udział w przestępstwach powiązanych z główną sprawą Ukrawtodoru. Jak widać, w ramach współpracy organów ścigania zawsze istnieje płaszczyzna do pojawienia się nowych okoliczności, które mogą mieć wpływ na zebrany materiał dowodowy czy tok postępowania sądowego. Oczywiście trudno przesądzać na tym etapie, jak zostanie zakończona sprawa układu korupcyjnego stworzonego przez Sławomira N., ale wiadomo, że trzeba wnikliwie obserwować nie tylko jej postępy, ale również szukać ewentualnych czynników, mogących mieć na nie wpływ, szczególnie jeśli swoje źródło będą miały w bieżącej polityce międzynarodowej. Nie od dziś wiadomo, że Ukraina intensyfikuje działania przyciągające niemieckie inwestycje na Ukrainie, które zapewne będą wymagać od rządu polskiego określonych decyzji w ramach współpracy polsko-ukraińsko-niemieckiej, a to będzie stanowić newralgiczny obszar współpracy, do której potrzebni są zaufani ludzie władzy, szczególnie jeśli będzie się ona odbywać kosztem interesów polskich. Na koniec wypada powtórzyć, że sprawa Sławomira N. w całości i w każdym wątku z osobna jest społecznie istotna, ponieważ dotyczy korupcji w kręgach władzy, a więc można stwierdzić, że umorzenie tzw. wątku polskiego przed główną rozprawą sądową, musi pozostawać w sprzeczności z powinnością organów władzy wobec obywatela, który oczekuje skutecznego eliminowania korupcji z życia publicznego. Pamiętajmy jednak, że presja społeczna ma sens i nawet jeśli działa z opóźnieniem, należy ją podejmować, a tym bardziej w takich sprawach jak ta – dotycząca umorzenia sprawy Sławomira N., dodajmy z „nieoczywistego” braku podstaw aktu oskarżenia, co niniejszym staraliśmy się wyjaśnić.
I jeszcze jedna uwaga. Rysujący się wyraźnie proces deprecjacji państwa prawa i jego organów zaczyna być coraz mocniej „oswajany” w polskiej przestrzeni publicznej i dominującym mainstreamie. Rażące społecznie postępowanie organów w sprawie Sławomira N koresponduje z nielegalnymi działaniami w sprawie ustroju sądów czy choćby funkcjonowaniem równie nielegalnej Komisji śledczej ds. Pegasusa. Cała sekwencja zdarzeń potwierdza, iż proces ten może mieć charakter świadomego naruszania zasady trójpodziału władzy w Polsce – być może jako etapu wstępnego przed głębszymi zmianami ustrojowymi.






